Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie z Bogiem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie z Bogiem. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 czerwca 2024

Update życiowy i ogród wróżkowy

Czerwcowy wieczór. Mokre włosy. Miauczący kot. Brzuch na lekkiej napince ze stresu i ekscytacji. Z ekscytacji, bo robię to, co chciałam zrobić już tyle czasu. Stresu - bo dzidziuś może obudzić się anytime. Dzidziuś też już nie taki dzidziuś! Za moment skończy 1,5 roku. Coraz lepiej wcina, kilka dni temu postawił pierwsze pewne kroki (a i tak wybiera kolanka jako główny sposób poruszania się).

Jestem tak szczęśliwa, że piszę! Tak szczęśliwa ilekroć mogę robić coś, tworzyć coś, co tworzy mnie. Teoretycznie mogę to robić codziennie. Po troszeczku, ale codziennie. W praktyce w minionych tygodniach nieźle się zaplątałam. W dużym skrócie... cukier, kofeina i scrollowanie znowu przekroczyły granicę rozsądku. Powiedzmy, że bycie mamą niesie ze sobą różne wyzwania ;p a z moją wrażliwością te wyzwania nabierają na intensywności. Dzięki Bogu od kilku dni staję na nogi. Powoli, ale podnoszę się.

...Dzięki Bogu. Tylko dzięki Niemu. Abba! Jesteś dla mnie tak dobry! Straciłam do siebie cierpliwość już milion razy, a Ty zawsze wyciągasz dłoń. Nigdy mnie nie odrzuciłeś i nigdy nie zawiodłeś.

Czas na garstkę zdjęć, pocztówki z codzienności...



Część mojej kolekcji bolesławieckiej ceramiki. Zaczęłam zbierać na początku roku, jako antidotum na częste kupowanie nowych kubków, gdzie każdy był z "innej parafii" oraz jako nagrodę/zachętę do gotowania. Z ciągłego kupowania notesów wyleczyłam się kupując raz do roku jeden notes dobrej jakości. Już 4 lata za mną i mogę potwierdzić, że działa. Myślę, że i w tym przypadku wyjdzie mi to na dobre.


Poniżej moje sposoby na self care... 
Sok z cytrusów po dłuższym okresie niezdrowego jedzenia i czuję,
jakbym po odcince znowu była podłączona do prądu :D
Kolejny punkt to woda - uwielbiam pływać, uwielbiam brać kąpiele.
W tym roku bywam też na siłowni :) Na razie tylko biegam, ale
wzrasta we mnie chęć do rozpoczęcia przygody z ciężarami.



Sałatka makaronowa to złoto <3 tutaj kolorowy makaron z biedry, rukola, pomidory, rzodkiewka, czerwona cebula, ser sałatkowy, prażony słonecznik i olej z wiesiołka.
Jest też skromny obrazek/plakacik na lato - ukulele i matcha z lodem :D



Kolejny plakacik i budowla Kuby. Już dawno chciałam zaprosić do naszej przestrzeni jakiś motyw z Władcy Pierścieni :D Mam nadzieję, że jakiś pozytywny akcent też się znajdzie :D

W ciągu minionego tygodnia ze trzy razy (z różnych źródeł) przyszła do mnie metoda na ogarnianie życia w trudniejszym sezonie. Polega na codziennym zaopiekowaniu się czterema aspektami. Codziennie coś dla ciała (jakieś zdrowe jedzonko/ trening), coś dla umysłu (np. journaling, tworzenie), coś dla ducha (modlitwa, czytanie Biblii) oraz coś, co zbuduje moje poczucie skuteczności/sprawczości (np. jakiś drobny cel). To mają być proste rzeczy, łatwe do wykonania. Chętnie sprawdzę na sobie skuteczność :D


Dzisiejsza randka z Jezusem <3
Jak ja tego potrzebowałam!



 

"Taki mały Ty, taka duża ja" oraz nowa odsłona przedpokoju - ciemna, oliwkowa zieleń.
W ogóle naszło mnie ostatnio na różne zmiany w mieszkaniu, ale o tym innym razem.


A tutaj proces powstawania mojej pracy konkursowej, czyli ogrodu wróżek :)
Wykorzystałam każdą wolną chwilę na dzień przed terminem oddania prac i choć nie jest to projekt idealny (pierwszy raz i ograniczone możliwości czasowe)
to myślę, że wyszło całkiem uroczo :)



Lunka w okienku prosi o lajki pod moją pracą - w ten sposób będzie wyłoniony zwycięzca!

To już wszystko na dzisiaj! Dzidziuś przerwał mi tylko raz :D
Spróbuję podjąć wyzwanie i opublikować kolejny wpis za tydzień, w czwartek :)

czwartek, 15 czerwca 2023

Naucz nas liczyć dni nasze...

 

"Naucz nas liczyć nasze dni, abyśmy przywiedli serce do mądrości" - Psalm 90:12 Modlę się czasami tymi słowami i widzę, jak Bóg używa mojego mamobycia, żeby pokazać mi zupełnie nową perspektywę na czas. Bardzo cenny i bardzo ograniczony.
*
Jedną z rzeczy, które najbardziej doceniam w macierzyństwie, jest to, że mam o wiele mniej czasu wolnego. Brzmi przewrotnie, ale odnalazłam w tym wielką wartość. Rzeczy, które dotychczas mogłam robić tak długo jak tylko miałam ochotę, dziś muszę planować i umieszczać w konkretnych blokach czasowych. Być bardzo intencjonalna w tym, co robię. Dotyczy to tych najmniejszych rzeczy, jak codzienne obowiązki i odpoczynek, ale też tych dużych jak większe plany i ambicje, dotąd nierealizowane, albo posuwane do przodu ślimaczym tempem (bo przecież mam czas).
No więc dziś, gdy go nie mam, paradoksalnie robię więcej niż w poprzednich latach.
*
Kiedyś ciągle wpadałam w pułapkę nieograniczonego czasu. "Później się tym zajmę", "jutro też jest dzień". Dziś, jeśli naprawdę chcę realizować jakiekolwiek cele i to, na czym mi zależy, to wiem, że muszę wpisywać je w kalendarz. Konkretyzować i działać.
*
Uwielbiam to, jak Bóg zaplanował rolę mamy. Można pomyśleć, że to jedna z najzwyczajniejszych ról, ale pod pokrywą tej zwyczajności kryją się niezwykłe możliwości rozwoju. Będę wychowywać małego człowieka i sama jestem wychowywana jako człowiek, w tak wielu aspektach. Oczywiście jeśli tylko zechcę się temu wychowywaniu poddać.
*
I jeszcze jedno! Dawniej, próbując osiągać swoje cele, kiedy tylko zaczynało robić się zbyt niewygodnie, odpuszczałam. Jako mama zyskałam dodatkowy motor napędowy — wielką miłość do tego małego człowieka, którego chcę wyposażyć we wszystko, co najlepsze i zainspirować do pięknego, świadomego życia.



poniedziałek, 8 czerwca 2020

Co Bóg robi w moim życiu? | część I

Przeglądając zdjęcia i notatki z minionych dwóch miesięcy, poczułam ogromne pragnienie napisać tu o rzeczach, które Bóg robi w moim życiu. To także jest przyczyną mojej nieobeności tutaj na blogu.

Żywo doświadczam tego, że przebudzenie wchodzi na kolejny poziom i myślę, że już nie zwolni. To jest czas naszego przygotowania, treningu. Bóg jest tak dobry, niech wszystko, co tutaj opiszę odda Jemu Chwałę!


Zacznę od tego, że w grudniu minionego roku modliłam się i pytałam Boga na czym powinnam skupić się w 2020. Zrobiłam swój mały kolaż, a w mojej głowie rozbrzmiewało słowo-wskazówka na obecny rok. To słowo to ZMIANA.

Wiedziałam, że to nie będzie nic małego. To miała być największa zmiana w moim dotychczasowym życiu. Wiedziałam też, że żadna zmiana nie nastąpi bez mocy Boga, bez Jego Łaski. Skąd? A no, próbowałam już sama wprowadzać zmiany. Już jakieś 8 lat próbowałam i doświadczyłam mnóstwa porażek na wielu różnych polach. Być może napiszę coś więcej na ten temat w moim świadectwie, którym wkrótce chcę się tutaj podzielić.


Wiedziałam już, że sama nic nie zdziałam, więc postanowiłam mocno uchwycić się tego, co słyszałam na modlitwie. Uwierzyłam Bogu w nadchodzące zmiany, wyznawałam je. Dosłownie oparłam się całkowicie na wyznaniu, że rok 2020 jest rokiem największych zmian w moim życiu i że nastąpią tylko dzięki Łasce Boga, po którą chcę przychodzić codziennie z ufnością do Jego Tronu.

Podczas kwarantanny wzięłam też udział w wyzwaniu Dziennik Rozwojowy, które polegało na tym, że codziennie przez 10 minut odpowiadałam na różne pytania, najczęściej bardzo konfrontujące i trudne, bo odnoszące się do tych wszystkich rzeczy, które chciałam zmienić w swoim życiu, a jednak nie udawało mi się to przez lata. To było dobre doświadczenie i bardzo się cieszę, że mam to wszystko spisane.


Niecałe dwa miesiące temu zobaczyłam jak w mojej głowie słowo ZMIANA przekształca się w słowo ŁASKA. I kilka dni później coś zaczęło dosłownie pękać.

16 kwietnia 2020
Dzień w którym zaczęłam ćwiczyć. Po prostu. Od tak. Wstałam z łóżka i zrobiłam trening, po którym mięśnie bolały mnie przez trzy dni. Gdyby ktoś mi powiedział o tym dzień wcześniej - na pewno nie uwierzyłabym. Moja aktywność fizyczna ograniczała się wtedy do wędrówek na trasie komputer - lodówka, a tu takie coś. Zupełnie spontaniczne pragnienie. Łaska.

Oczywiście muszę dodać, że nie był to jednorazowy wyskok. Od tego dnia ćwiczę regularnie, 4-5 razy w tygodniu. Nie są to krótkie i lekkie ćwiczenia, a mimo to wykonuję je z przyjemnością. Realizuję właśnie drugi miesiąc planu treningowego i za jednym wyjątkiem nie zdarzyło się, żebym nie cieszyła się na trening. Cud? Dla mnie na pewno.

Chcę tutaj podziękować też Ani z bloga Ekstrakt Życia. Po tym wpisie poczułam się bardzo zainspirowana!


Tego dnia nie tylko zaczęłam ćwiczyć. Zaczęłam też zdrowo jeść. Również od tak. Bez przygotowań, bez planu, bez poczucia że coś tracę. Wyliczyłam swoje ppm, cpm, makro i z lekkością zaczęłam redukcję. Zaczęłam od prostych posiłków, a w trzymaniu swoich założeń pomaga mi aplikacja Fitatu i waga kuchenna. Nie czuję się znużona tym procesem - przeciwnie! Odkrywam mnóstwo inspiracji w przygotowywaniu pięknych, dobrze zbilansowanych posiłków i czuję się lepiej niż kiedykolwiek. Jak piszę te słowa czuję przedziwną radość. Dotychczas mogłam pisać je jedynie w formie moich marzeń.


Na zdjęciach dumnie prezentują się moje ulubione zdrowe deserki,
czyli snickersowe smoothie na kaszy jaglanej i wegańskie lody słony karmel.
Taką redukcję to ja rozumiem ;)


 Kolejna rzecz, którą mogę śmiało doliczać do listy cudów
- Bóg zmienił i wciąż zmienia moje podejście do ludzi.
Chcę spędzać czas z ludźmi, chcę ich kochać, jestem dużo bardziej otwarta.
Czuję jak moje uprzedzenia i osądy są wypalane, a na ich miejsce wchodzi
tylko słowo KOCHAJ. Modlę się wciąż, żeby Bóg zmieniał moje serce.
Chcę doświadczyć w tym roku prawdziwych relacji Przymierza.
Już zaczęłam, ale wiem, że to dopiero początek.



Zmiana w organizacji codzienności.

Jeszcze niedawno całkowicie zmarnowany dzień nie był mi obcy.
Mnóstwo poczucia winy i przetestowanych kalendarzy.
Nie działało. Aż tu nagle w mojej głowie: Kup planer.
Ale kolejny? serio? Co to zmieni?
Planer jednak kupiłam i nagle zaczęłam rozgryzać
misterną sztukę organizowania codzienności.
Wciąż testuję różne rozwiązania, praca w blokach,
jaka poranna rutyna jest najlepsza, kiedy czas z Bogiem
jest najbardziej owocny. Uczę się dosłownie planować
z Duchem Świętym.

Przy tym punkcie wspomnę, że od dłuższego czasu wstaję ok. 5:30.
Niemożliwe stało się możliwe - Bóg przekonał mnie, że sowa może
przemienić się w skowronka. I to z uśmiechem na ustach!
 


Ten wpis jest już długi, ale wciąż mam wiele do opisania!
Doświadczam przełomów w moim chrześcijańskim życiu.
Przełomy w modlitwie, łaska do najdłuższego jak dotąd postu.
Zmiana w ostrości widzenia duchowej rzeczywistości. Coraz częściej
słyszę konkretne prorocze przesłania. Czasem jadąc tramwajem konkretny
obraz tego, co nadchodzi. Innego dnia niezwykła odpowiedź na modlitwę
i przemiły czas w kawiarni z pewnym starszym panem poznanym 
'przypadkiem' na ulicy chwilę wcześniej. 

Pragnienie bliskości Boga,
w inny sposób niż dotychczas. Coraz mniej opieram się na emocjach,
a zamiast tego chcę kochać stabilnie. Być super praktyczna. Służyć.


 Inspiracją do tego wpisu była pewna piękna chwila.
Usiadłam na mojej ulubionej ławce w parku, moim małym happy place.
Po przeczytaniu kilku rozdziałów
Biblii wyjęłam notes i zaczęłam przeglądać wpisy z ostatnich miesięcy.
Wyzwanie Dziennik Rozwojowy, zapiski pełne wiary.
Czytając doświadczałam coraz większej ekscytacji, kiedy
okazało się, że te wszystkie rzeczy o których pisałam z tęsknotą, 
marzyłam i wierzyłam, że zaczną dziać się w tym roku...
naprawdę się dzieją.

Niesamowite jest to, że to wciąż dopiero początek zmiany,
czuję to mocno.

Ten wpis jest chyba jednym z najbardziej niezwykłych,
które tu zostawiam. Za wszystko co mogłam dzisiaj opisać,
CHWAŁA BOGU! 

Chcę dodać, że wierzę w to, że jest czas Łaski i Zmiany dla całego
kościoła. Nie jestem jedyną osobą, która doświadcza teraz nowej rzeczywistości.
Rzeczy mocno przyspieszają, bo przed nami ciekawe czasy :)


poniedziałek, 30 grudnia 2019

Tablica Wizji 2020

Paradoksalnie, im więcej myśli mam w głowie tym mniej piszę. U mnie dobrze. Widzę, że przełom jest blisko. Nie tylko w moim życiu, a także u innych ludzi. Modlę się o to. Słucham teraz najnowszych nauczań z Tajemnego Planu i odnajduję w nich odpowiedzi. Przygotowuję małego sylwestra dla znajomych i mam w głowie myśl - Zbroja Boża i strategia walki. Może przygotuję jakąś grafikę?

Od jakiegoś czasu modlę się, żeby Bóg pokazał mi na czym mam się skupić w 2020 roku. Już wiem  na czym i mam nadzieję poznać to jeszcze wyraźniej. To moja mała tablica wizji. Nie wyjaśniam konkretnych haseł które na niej padają, ale prawie wszystko odnosi się do Boga, do relacji z Nim.


Po złożeniu mojej tablicy byłam zaskoczona jej prostotą. To się zmieniało na przestrzeni lat. Coraz prościej. Coraz mniej zbędności. Coraz więcej Boga.
O taki właśnie 2020 proszę.

ZMIANA. DYSCYPLINA. ŚWIĘTOWANIE.
PROSTOTA. RADOŚĆ. NAUKA ODPOCZYNKU. PRZEŁOMY.

wtorek, 5 listopada 2019

ROZDZIAŁ PRZEŁOMÓW - CZAS START

Tak się cieszę, że nareszcie wyklarował się tytuł obecnego 'rozdziału' mojego życia. Po kilkumiesięcznej stagnacji przyszedł czas przełomów. Przełomy szczególnie na trzech płaszczyznach - zdrowia, organizacji, relacji (trochę rozwijałam kilka wpisów wcześniej). Generalnie ten rok do najłatwiejszych nie należał jeśli chodzi o moją psychikę, ale Bóg jest wierny i bardzo wyraźnie odpowiada. Prowadzi mnie, kiedy szukam pierwszych rzeczy najpierw. Także kwestia moich planów na ten rok. Miał być rok pod znakiem filmów i bardzo się nie udało. Kiedy tylko zmieniłam plan na szukanie najpierw Królestwa Bożego to nagle i filmy ruszyły. No ciekawe :)

Przez szukanie Królestwa rozumiem życie według zasad Królestwa. Życie pod panowaniem Króla. Szukania Jego planów, moich później. Życie nagle staje się satysfakcjonujące, ponadnaturalne, pełne cudów. I fakt, że schodzę z tronu w moim sercu, wcale nie oznacza, że jestem teraz zaniedbana. Wprost PRZECIWNIE. Spokój i błogość, jak nigdy. 

A więc obecny czas mojego życia to przełomy. Długo wyczekiwane przełomy, które dzieją się codziennie w małych, ale bardzo istotnych krokach. Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam tak prosty i dobry dzień jak dziś.


Wyjść na spacer. Po drodze wziąć dobrą kawę, usiąść na ławce i być.
Po prostu. Słuchać delikatnego głosu Boga. Milion wzruszeń.


Proste posiłki. Jeszcze nie super zdrowe, ale zaczynam od prostoty.
Przejść się bez pośpiechu na stoisku z warzywami.
Wybierać te, które pachną mi dziś wyjątkowo.
Słuchać swojego organizmu - na co mam dziś ochotę? 
Kilka chwil w kuchni, która nareszcie pachnie domowym jedzeniem.

 


Podczas spaceru wpadać w podziw, co dwa kroki. 
Jesienne liście, zawieszone na drzewie jak piękna girlanda.
Światło i kolory nieba, których nie uchwyciłam telefonem.
Pan Bóg urządził przepiękny klimat na nasz spacer.


Zachwycam się strukturą liści odkąd pamiętam.
To dla mnie jeden z prostych, pięknych znaków,
że Bóg zadbał o detale przy urządzaniu planety dla nas. 
Nie wiem dlaczego akurat liście tak do mnie przemawiają, 
ale fakt jest taki, że czasem nawet do łez.

 


i n n e r  p e a c e 

CHWAŁA  BOGU!

czwartek, 24 października 2019

Kilka słów o podróży i update życiowy.


Cześć! Żyję i mam się dobrze :)

Dziś trochę chaotyczny wpis - tak to jest, kiedy długo nic nie publikuję, a później nie wiem od czego zacząć. Zacznę więc od tego, że za mną podróż po Europie. Planowałam wrzucać codzienne relacje, później planowałam napisać coś po powrocie i tak się to przeciągnęło, że nie napisałam nic przez dwa miesiące. Jako, że była to absolutnie wyjątkowa podróż, chcę napisać kilka słów ogólnie i wrzucić fragment notatki z jednego dnia (pisałam codziennie) i oczywiście, zdjęcia. Najpierw jednak życiowy update :)

Gdzieś od czasu przeprowadzki i podróży (praktycznie ten sam czas) moje życie duchowe nabrało rozpędu. Wyzwanie 'Biblia w pół roku' przynosi pierwsze owoce w postaci większego skupienia, radości, innej motywacji. Rzeczy do których zwykle się przymuszałam, wypływają naturalnie i z potrzeby serca. Jest dużo więcej modlitwy, więcej rozmów, relacji. Coś jakby podanie Ali o malowniczy październik dotknęło i mnie :)


Jestem bardzo szczęśliwa z tym jak się rzeczy mają i widzę dokładniej obszary nad którymi powinnam teraz popracować,żeby tak całkowicie wykorzenić stagnację. Poza skupieniu na duchowym życiu:

1. Nauczyć się jak zdrowo żyć. Mój sposób odżywiania leży totalnie, nie wspominając już nawet o sporcie. Czuję się fizycznie dużo gorzej niż parę miesięcy temu. Mój cel, to gotować i więcej wychodzić z domu. Tak po prostu. Ta prostota zawsze daje mi najwięcej.
2. Codzienna organizacja. Nie chcę żadnych wypasionych planerów. Wystarczy mi prosta rutyna, modyfikowana w zależności od dnia. W tym momencie nie istnieje u mnie żadna rutyna.
3. Ludzie. Wychodzić, rozmawiać, spotykać się z ludźmi. Na kawę, na spacer, na obiad, na zdjęcia, na wspólne czytanie Biblii. Chcę odnowić zaniedbane relacje i zawrzeć nowe.




No i blog. Jak nie piszę na bieżąco, to później nie mam pojęcia od czego zacząć. Życie tak pędzi, a ja chcę pisać. Nie tylko bloga, ale muszę przyznać, że kocham taką formę. Dzielić się jakąś częścią życia i wartościami. Chcę, żeby vlog przyjął podobną formę, przede mną nauka mówienia do kamery. Wierzę, że idzie przełom. Naprawdę w to wierzę.


A tymczasem wróćmy do podróży.
Najbardziej zapamiętam pewną rozmowę z tatą. Najbardziej zapamiętam relację z Cui i wszystkie nasze rozmowy. Zapamiętam to, jak prawie wypadliśmy z gondoli i wyszła moja dowódcza predyspozycja. Zapamiętam różnice kulturowe. Zapamiętam poranne śniadania i przemyślenia z patrzenia na turystów.



Fragment notatki z szóstego dnia:
W Lucernie, na górze Rigi, zagaduję Chinkę, którą obserwuję od początku wyjazdu. Chciałam zrobić to o wiele wcześniej, bo mój radar mówi mi, że się dogadamy. Wydaje się być przemiłą osobą, wyróżnia się z grupy swoją kulturą. Widzę, że lubi pozować do zdjęć, więc zagaduję z propozycją, że mogę zrobić jej zdjęcia moim aparatem, za darmo. Bardzo się ucieszyła na moją propozycję. Spędziłyśmy razem 2 godziny czasu wolnego podziwiając widoki, robiąc zdjęcia i rozmawiając. W końcu nie small talk, tylko rozmowa! O tym, co nas cieszy i co boli, o różnicach kulturowych, o wartościach. O tym co wspólne, a tego było dużo. Przyznała, że chciała zagadać do mnie kilka dni wcześniej, ale jest zbyt nieśmiała. Umówiłyśmy się, że od teraz będziemy towarzyszyć sobie w podróży, choć za nami połowa. Później jej mąż powiedział, że jeśli kiedyś będę chciała odwiedzić Chiny, mogę najpierw się z nimi skontaktować. Przyjmą mnie wtedy w swoim domu. Cui zaproponowała, że zostanie moją przewodniczką. Na koniec rozmowy powiedziała, że naprawdę mnie zaprasza i żebym poważnie rozważyła przyjazd do Chin. Bardzo chcę pojechać.





Idę na krótki spacer, bo zaraz jedziemy dalej, do Titissi. Siadam na ławce. Przede mną piękne góry. Wszędzie tak spokojnie i cicho, tylko w oddali słychać dzwonki krów pasących się na alpejskich łąkach. Piękno. Wyciągam Biblię i czytam o tym, jak Bóg przez tak wiele pokoleń okazuje swoją cierpliwość i dobroć. Ja bym dawno wymiękła. Jest tak pięknie. Po chwili Cui podbiega i daje mi paczkę Oreo :)








a Titissi głównie czas wolny. Idziemy z Cui, jej synem i mężem na krótki spacer, później do kawiarni. Obie uwielbiamy przebywać w kawiarniach. Kiedy wymieniamy plusy takiego spędzania czasu, Cui dodaje, że mogę wyjąć swoją Biblię i 'enjoy the moment'. O to to!
W kawiarni stawiają mi gorącą czekoladę i dopytują, czy nie chcę jeszcze ciasta. Są tacy kochani! Ich syn też bardzo mnie polubił, dużo się dziś śmialiśmy. Z Cui słuchamy podobnej muzyki, pokazywała mi też nagranie jak gra na pianinie piosenkę z Amelii. Twierdzi, że nie gra dobrze, ale dla mnie było perfekcyjnie. Kocham tę piosenkę.

Teraz jestem w autobusie, przekroczyliśmy granicę mojej upragnionej Francji i myślę, o tym, że na tej wycieczce towarzyszy mi ponadnaturalna przychylność ludzi, naprawdę. Każdego dnia kolejne osoby są dla mnie coraz milsze. Oczywiście ja też, zawsze jak widzę okazję do pomocy to pomagam, z ochotnego serca. Ciekawy to czas, naprawdę.














Łączna liczba wyświetleń