czwartek, 22 października 2026

To jak to było ze mną?

Ja i Jezus, Biblia, kompletnie nowe zasady gry zwanej życiem i w rezultacie kompletnie zmienione życie. To jak to było?

Zacznę od tego, że dla wielu znających mnie zewnętrznie nie widać wielkich zmian.
Nie zmieniłam image'u. Nie zmienił się mój temperament. 
Była jednak pula rzeczy wewnętrznych, które bardzo chciałam zmienić, bardzo próbowałam i bardzo nie mogłam. Zrobił to dopiero Jezus. 

Moja historia (a właściwie pewien jej ułamek, żeby było zwięźle) jest taka, że choć od dziecka wierzyłam w Boga, to nie byłam pod Jego panowaniem, pod panowaniem Jezusa.
Był czas w którym myślałam, że jestem, bo bardzo angażowałam się religijnie i robiłam to z serca...ale nawet wtedy nie byłam. Jeśli drzewo poznajemy po owocach, to drzewo mojego życia zdecydowanie nie wydawało dobrego owocu.

'Zapytany zaś przez faryzeuszy, kiedy przyjdzie królestwo Boże, odpowiedział im: Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie. I nie powiedzą: Oto tu, albo: Oto tam jest. Królestwo Boże bowiem jest wewnątrz was. '
Łukasza 17:20-21

Dlaczego, mimo moich najszczerszych chęci nie mogłam się uporać z licznymi wewnętrznymi walkami, starciami i zwyczajnymi wadami?
Bo owocu nie da się wyprodukować swoimi wysiłkami.

'Trwajcie we mnie, a ja w was. Jak latorośl nie może wydawać owocu sama z siebie, jeśli nie będzie trwała w winorośli, tak i wy, jeśli nie będziecie trwać we mnie. Ja jestem winoroślą, a wy jesteście latoroślami. Kto trwa we mnie, a ja w nim, ten wydaje obfity owoc, bo beze mnie nic nie możecie zrobić. '
Jana 15:4-5


Nie trwałam w Jezusie. Trwałam w tradycji, religijności i uczynkowości. Samo bycie 'dobrym człowiekiem', nasze super działania dla dobra innych nie uratują nas z wewnętrznych bitew, nie zmieniają najbardziej ukrytych postaw naszego serca. Nie wykorzenią destrukcyjnych/autodestrukcyjnych myśli naszego serca.
Jezus i Słowo Boże to robi.

Dawno temu oddałam życie Jezusowi, uznałam Go za swojego Pana, Zbawiciela, ALE wciąż w praktyce tego nie realizowałam, bo najzwyczajniej w świecie ...nie znałam Biblii.
Moje czytanie było bardzo znikome, wybiórcze. Nie robiłam Mu przestrzeni na ukorzenianie się. Nie było więc mowy o owocu.

Dopiero potem, już po odejściu z KK zrozumiałam, że życie pod panowaniem Króla jest ściśle powiązane z życiem wg Jego zasad. Zaczęłam Biblię studiować. Medytować nad tym Słowem. Pozwalałam Mu wnikać i przenikać mnie. I kiedy w tym wiernie trwałam, zaczęłam oglądać zmiany wewnętrzne. 

'Słowo Boże bowiem jest żywe i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne rozsądzić myśli i zamiary serca. '
Hebrajczyków 4:12

To jest moje świadectwo. Jezus zmienił mój system wewnętrzny.
Rozbroił wiele warowni. Totalnie ochronił przed wchodzeniem w wiele różnych, destrukcyjnych spraw, a fakt, że dziś żyję spokojnym życiem, mam dom i rodzinę zawdzięczam tylko Jemu. Nauczył mnie wielu rzeczy, których wcześniej nie potrafiłam robić, wielu reakcji których nie znałam. Wiele z nich jest ponadnaturalnych - wychodzi poza moją starą naturę. Rozszerzył pojemność mojego serca. Dał wielkie i śmiałe marzenia. I zrobił o wiele, wiele więcej. O tym, mam nadzieję, innym razem.




Łączna liczba wyświetleń