Mętlik w głowie. Przytłaczający chaos i poczucie, że wszystkiego jest za dużo.
Serce pod ostrzałem.
.
Z młodszym na rękach, bo to pora lulania przychodzę do Taty w modlitwie, zaczynając od przypomnienia sobie słów z listu do Filipian 4:6 "o nic się nie troszczcie". Wypowiadam je powooli, na głos.
Raz, drugi...trzeci.
Pozwalam im wniknąć głębiej.
Łagodnie nawodnić zaschniętą glinę.
"...ale we wszystkim, przez modlitwę i prośbę z dziękczynieniem, niech wasze pragnienia będą znane Bogu".
Modlę się i w tej modlitwie przynoszę Mu moje pragnienia. Przynoszę je też z pełną ufnością i pewnością, że o cokolwiek na modlitwie poproszę, otrzymam. Nie zapominam też o dziękczynieniu. (Mk 11:22-24)
I chwila po chwili czuję, jak...chaos maleje, aż znika całkiem. Niepokój maleje, a w jego miejsce wchodzi Boży Pokój.
Ten Pokój, do którego jestem powołana, żeby rządził w moim sercu.
Czuję szczerą radość.
Ulgę i radość.
I prawdziwie doświadczyłam "Moje serce Jemu zaufało i doznałam pomocy."
Ufam. Moje serce się rozweseliło i moją pieśnią będę Go chwalić.
.
To odnowa umysłu.
Kiedy wybieram, że wierzę Mu bardziej niż sobie. Chwała Bogu za Jego Słowo i za możliwość przemiany. Mogę dosłownie zmieniać swoje myśli, a w tej konkretnej sytuacji zdecydować, że wewnętrznie zgodzę się z Bożym Słowem i nie będę troszczyć się o nic. Jestem Jego ukochaną córką, powołaną do wolności.
.
Przeczytaj to znowu - On chce, żebyśmy jako Jego dzieci nie troszczyli się o nic.
Jeszcze raz.
"Nie troszczcie się o nic."
A w innym miejscu "zrzućcie z siebie wszelki ciężar i grzech".
Zrzuć tę troskę.
Z młodszym na rękach, bo to pora lulania przychodzę do Taty w modlitwie, zaczynając od przypomnienia sobie słów z listu do Filipian 4:6 "o nic się nie troszczcie". Wypowiadam je powooli, na głos.
Raz, drugi...trzeci.
Pozwalam im wniknąć głębiej.
Łagodnie nawodnić zaschniętą glinę.
"...ale we wszystkim, przez modlitwę i prośbę z dziękczynieniem, niech wasze pragnienia będą znane Bogu".
Modlę się i w tej modlitwie przynoszę Mu moje pragnienia. Przynoszę je też z pełną ufnością i pewnością, że o cokolwiek na modlitwie poproszę, otrzymam. Nie zapominam też o dziękczynieniu. (Mk 11:22-24)
I chwila po chwili czuję, jak...chaos maleje, aż znika całkiem. Niepokój maleje, a w jego miejsce wchodzi Boży Pokój.
Ten Pokój, do którego jestem powołana, żeby rządził w moim sercu.
Czuję szczerą radość.
Ulgę i radość.
I prawdziwie doświadczyłam "Moje serce Jemu zaufało i doznałam pomocy."
Ufam. Moje serce się rozweseliło i moją pieśnią będę Go chwalić.
.
To odnowa umysłu.
Kiedy wybieram, że wierzę Mu bardziej niż sobie. Chwała Bogu za Jego Słowo i za możliwość przemiany. Mogę dosłownie zmieniać swoje myśli, a w tej konkretnej sytuacji zdecydować, że wewnętrznie zgodzę się z Bożym Słowem i nie będę troszczyć się o nic. Jestem Jego ukochaną córką, powołaną do wolności.
.
Przeczytaj to znowu - On chce, żebyśmy jako Jego dzieci nie troszczyli się o nic.
Jeszcze raz.
"Nie troszczcie się o nic."
A w innym miejscu "zrzućcie z siebie wszelki ciężar i grzech".
Zrzuć tę troskę.
Zostań Jego.

