czwartek, 24 września 2026

odNowa

Mętlik w głowie. Przytłaczający chaos i poczucie, że wszystkiego jest za dużo. Serce pod ostrzałem. .
Z młodszym na rękach, bo to pora lulania przychodzę do Taty w modlitwie, zaczynając od przypomnienia sobie słów z listu do Filipian 4:6 "o nic się nie troszczcie". Wypowiadam je powooli, na głos. 
Raz, drugi...trzeci. 
Pozwalam im wniknąć głębiej. 
Łagodnie nawodnić zaschniętą glinę. 
"...ale we wszystkim, przez modlitwę i prośbę z dziękczynieniem, niech wasze pragnienia będą znane Bogu". 
Modlę się i w tej modlitwie przynoszę Mu moje pragnienia. Przynoszę je też z pełną ufnością i pewnością, że o cokolwiek na modlitwie poproszę, otrzymam. Nie zapominam też o dziękczynieniu. (Mk 11:22-24)
I chwila po chwili czuję, jak...chaos maleje, aż znika całkiem. Niepokój maleje, a w jego miejsce wchodzi Boży Pokój. 
Ten Pokój, do którego jestem powołana, żeby rządził w moim sercu. 
Czuję szczerą radość. 
Ulgę i radość. 
I prawdziwie doświadczyłam "Moje serce Jemu zaufało i doznałam pomocy." 
Ufam. Moje serce się rozweseliło i moją pieśnią będę Go chwalić.
.
To odnowa umysłu.
Kiedy wybieram, że wierzę Mu bardziej niż sobie. Chwała Bogu za Jego Słowo i za możliwość przemiany. Mogę dosłownie zmieniać swoje myśli, a w tej konkretnej sytuacji zdecydować, że wewnętrznie zgodzę się z Bożym Słowem i nie będę troszczyć się o nic. Jestem Jego ukochaną córką, powołaną do wolności.
.
Przeczytaj to znowu - On chce, żebyśmy jako Jego dzieci nie troszczyli się o nic.
Jeszcze raz. 
"Nie troszczcie się o nic."
A w innym miejscu "zrzućcie z siebie wszelki ciężar i grzech". 
Zrzuć tę troskę.

Zostań Jego.






Łączna liczba wyświetleń