Czas mi nie płynie, a robi interwały. Raz wlecze się i trzeba go ciągnąć, za chwilkę pędzi i nie można nadążyć. Próbowałam wyprzedzać i wylądowałam w jesieni. Teraz cała jestem ubrana w jej kolory, piję gorącą herbatę i oczekuję spadających liści, które włożę jak co roku do książek. Ale przecież jest lato. 10 sierpnia.
A ponieważ jest lato, jest też pływanie pod niebem i jedzenie bezy z domową konfiturą z malin.
I jagody które zostawiają tyle koloru. I Julek zmienia na dłużej swój dom.
Jest lato, więc mogę robić Izie zdjęcia w zbożu. Możemy chodzić na spacery i wąchać wieś.
Mogę robić zdjęcia i nie marzną mi palce.
Mogę chętnie chodzić do różnych miejsc, bo nie zakładam 4 warstw. Z tych podróży przynosić wszystko. Z antykwariatu poezję wydaną w maleńkich tomikach, z secondhandu kilkanaście pięknych sukienek, z targu owoce leśne.
Zdjęcie ślubne, to surowy kadr zapowiadający mój najnowszy klip ślubny. Wierzę, że zaprezentuję go do piątku. A zdjęcie powyżej to wieczór panieński A. Nagrywam jej ślub za 3 dni i nie mogę się doczekać! Będzie w plenerze, genialnie :)
11 września 2016 - nasz ślub.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz